Wspomnienia

“Po śmierci ks. Ignacego Posadzego, Współzałożyciela Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej oraz Założyciela Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla, łączę się w żałobie i modlitwie z osieroconymi zgromadzeniami i na ręce Księdza Generała wszystkim, którzy boleśnie odczuwają Jego odejście składam wyrazy współczucia. Razem z wami dziękuję Wszechmocnemu Bogu za długie życie i dzieło Człowieka ukształtowanego przez łaskę i szafarza łaski, który głęboko wpisał się we współczesne dzieje Kościoła w Polsce, Człowieka wiary, kontemplacji i apostolstwa, Człowieka Bożego. Z osobistego zjednoczenia z Chrystusem Odwiecznym Kapłanem czerpał światło i nadprzyrodzoną moc do wykonywania posługi celem budowania Ciała Chrystusowego (Ef 4,12). Modlimy się gorąco, by Odkupiciel przyjął teraz swego Sługę do wiecznej radości i modlimy się, by dziedzictwo tego Sługi żyło i rozwijało się w szczególniejszy sposób w Jego duchowych Synach i Córkach. Obu Zgromadzeniom, Rodzinom, Przyjaciołom Zmarłego oraz uczestnikom pogrzebowych uroczystości z serca błogosławię”.
Z telegramu bł. Jana Pawła II, papieża, Watykan, dn. 21 stycznia 1984 roku.

“Z Ojcem Ignacym Posadzym spotkałam się wiele razy. Było to na początku mojego życia zakonnego, a więc w postulacie, a później w nowicjacie. Ojciec wtedy często rozmawiał z każdą z nas indywidualnie. Pytał o wszystko, lecz przede wszystkim o sprawy duchowe. Był bardzo serdeczny, pogodny i pełen kapłańskiej godności. Z jego twarzy biła wielka wiara i niezachwiana ufność do Chrystusa i Jego Matki. Cała sylwetka Ojca budziła szacunek i zaufanie do jego osoby”.
s. Joanna

„Nawet w największym cierpieniu mówił o miłości Boga względem nas. Siebie i swoje potrzeby odsuwał na dalszy plan, ciągle myśląc o tych, których powierzył mu Chrystus”.
s. Daniela

“Trudno tu powiedzieć, na ile lepsi… Myślę, jednak, że gdyby Ojciec Założyciel słyszał, że on sprawiał to, że odchodziliśmy od niego lepsi, to broniłby się, że to nie on – to Chrystus sprawia. Właściwie taka jest prawda, bo my sami z siebie nic dobrego na życie wieczne uczynić nie możemy, ani dać siebie innym.

To, że odchodziliśmy lepsi, sprawiał Bóg przez Ojca Założyciela, który był z Nim zjednoczony i modlił się za nas i cierpiał za nas. Powtarzał to często, gdy przeżywał różne trudności i dolegliwości: “to za Towarzystwo i za Misjonarki”. Ojciec Założyciel jako optymista, pełen żywej wiary, zaufania Bogu i zdania się na Niego dodawał sił, budził zapał do gorliwszego życia, cenienia swego powołania i ukochania go. Po takich konferencjach i osobistych spotkaniach nie zniechęcałyśmy się trudnościami, chociaż było ich wiele. Sprawiał, że większa gorliwość budziła się w sercu oraz chęć wiernego trwania przy Jezusie i ukochania Zgromadzenia. Ojciec mówił, że modli się codziennie po Komunii św. o wytrwanie w powołaniu aż do śmierci.

Po spotkaniu z Ojcem widziałam większy zapał u Sióstr. Słabsze i wątpiące chwilami “powołania” umacniały się i ceniły ten wielki dar wybrania. A więc żeby coś komuś dać, to trzeba to mieć. Ojciec czerpał te wspaniałe dary z Bożego Serca, które bardzo kochał. Spotkanie z Bożym Człowiekiem, jakim był Ojciec Założyciel, napełniało mnie pokojem, nadzieja i ufnością w pokonywaniu trudności. W wielu przypadkach widziałam lepiej wolę Bożą względem siebie i Zgromadzenia.

Okres mojego przełożeństwa był wyjątkowo trudny, gdyż ważyły się losy Zgromadzenia. Była to ostatnia próba (jak mówił Kościół) na to, czy Zgromadzenie ostoi się, czy należy przyłączyć je do innych zgromadzeń. Troska Ojca o Zgromadzenie i jego rozwój po spotkaniu z nim umacniała mnie na duchu, dopomagała trwać mężnie na posterunku i ufać, że Bóg nie robi sobie żartów z człowieka. Powtarzałam nieraz, że jeżeli mnie Bóg przysłał do tego Zgromadzenia, to nie może go pozbawić istnienia. Serce me napełniało się cierpliwością w przeciwnościach i ufnością, że przetrwamy burze i będziemy istnieć jako Zgromadzenie Sióstr Misjonarek Chrystusa Króla dla Polonii Zagranicznej.”

s. Magdalena Karolczak MChR