Modlitwa

Kapłan musi modlić się, musi być wcieleniem modlitwy. Rozumieli to już doskonale apostołowie i gdy doszli do wniosku, że niepomiernie wzrosła ilość zajęć pobocznych i prac technicznych, powzięli energiczną decyzję i ustanowili urząd diakonów a sami poświęcili się wyłącznie modlitwie i głoszeniu słowa Bożego. „Nos autem orationi et ministerio verbi instantes erimus”. (Dz. Ap. 6,4)

Kapłan musi się troszczyć o własne uświęcenie, o uświęcenie dusz sobie powierzonych, o rozwój Królestwa Bożego. Spełni to potrójne zadanie, jeżeli będzie mężem modlitwy. Im człowiek więcej wniknie w siebie, tym więcej wydobywa energii duchowej. To wgłębianie się w siebie, można porównać do trzech okresów opanowywania materii.

Pierwszy okres energii parowej, charakteryzuje zewnętrzne opanowanie energii.

Drugi okres zwany okresem magnetyczno – elektrycznym, cechuje już głębsze opanowanie materii.

Trzeci okres atomowy – to wniknięcie w jądro materii i wydobycie z niej niesłychanych zasobów energii. Im człowiek sięga bardziej w głąb materii, tym więcej wydobywa energii.

Analogicznie do trzech okresów opanowania materii rozróżniamy trzy kategorie ludzi.

a)   Najniższa kategoria ludzi: odkryli w człowieku tylko ciało. Wydobyli z człowieka potworne siły, ale zwierzęce, niszczycielskie.

b)  Druga kategoria ludzi: odnaleźli ducha. Zaczynają żyć prawdą i miłością dobra, uprawiają humanizm.

c)   Najwyższa kategoria ludzi: na dnie swego jestestwa znaleźli Boga. Ci uprawiają prawdziwy humanizm chrześcijański. Ci znaleźli sekret największego wpływu na świat. Przez kontakt z Bogiem stali się prawdziwymi upustami wszelkiego dobra z nieba.

Ten kontakt z Bogiem dokonuje się na modlitwie. Modlitwa sprowadza mądrość Bożą, siłę Bożą, dobroć i miłość Bożą. Przez modlitwę możemy świat przekształcić. Modlitwa jest siłą witalną. Kto się nie modli, nie jest już człowiekiem. Musimy modlić się za siebie, musimy modlić się razem z tymi, którzy się modlą i wreszcie musimy modlić się w imieniu tych, którzy nie modlą się zupełnie. Modlitwa nasza musi być głębokim spojrzeniem, wołaniem a nawet żądaniem.

 

Musimy modlić się za siebie.

W głębi duszy zdajemy sobie doskonale sprawę, że jesteśmy tylko biednymi ludźmi. „Sine me nihil potestis facere.” Bez łaski Bożej jesteśmy niczym, sami nie możemy niczego dokonać. Z drugiej strony dopóki żyjemy na ziemi, nigdy nie jesteśmy wystarczająco ugruntowani w łasce. „Qui se existimat stare, videat ne cadat”. Musimy więc błagać Boga tak o wiarę głęboką, promienną, jaką powinna być właśnie wiara kapłana, jak i o te słowa ciepłe i przekonywujące, które głosić musi apostoł. Musimy błagać o łaskę wiernego wypełniania wszystkich swych obowiązków, tak potrzebną osobom Bogu poświęconym i o gorące pragnienie pozyskania dusz, specjalnie tych najbardziej oddalonych od Boga, które znów musi charakteryzować każdego misjonarza.

„Medici Dei sumus”- mówił św. Augusyn. Bóg jest tą najważniejszą, największą jałmużną, o którą musimy Go błagać dla siebie i dla tych wszystkich dusz, które mamy w swej opiece.

 

Musimy modlić się razem z tymi, którzy się modlą

Również i my – skromne matki przeogromnej symfonii, której kompozytorem i dyrygentem jest sam Chrystus, musimy włączyć się do tego potężnego „communicantes”, które obejmuje i ziemię i niebo. Zbawiciel w cudowny sposób mówi do naszych serc – o co prosić mamy Boga Ojca, by Go móc uwielbić najlepiej. Przecudne, nie kończące się wariacje na święty temat „Pater”.

W rzeczywistości istnieje jedna tylko modlitwa prawdziwa – jedna istotna modlitwa: jest nią sam Chrystus. Istnieje też właściwie tylko jeden głos, który unosi się z całej powierzchni ziemi – głos Chrystusa, który jednoczy w sobie wszystkich modlących się ludzi

 

Musimy modlić się w imieniu wszystkich tych, którzy nie modlą się

Nieprzeliczone są rzesze osób, które nie umieją się modlić, które albo nie śmią, albo nie chcą podnieść swych oczu do Boga. Liczne więzy przykuwają ich do ziemi, a dusza ich blednie, staje się anemiczna, w końcu ginie z braku duchowego oddechu, jakim jest modlitwa.

Dzięki „świętych obcowaniu”, mamy prawo i obowiązek działać w imieniu tych biednych dusz, i na zasadzie jakby sztucznego oddychania, mamy możność dostarczyć im tego minimum Bożego powietrza, które ich ożywi i utrzyma przy życiu. Być może, że potem, wprawione do oddychania, same zechcą i zaczną oddychać Bogiem. I wówczas, być może same staną się tymi duszami spragnionymi Boga, duszami, które z kolei ratować będą dusze swych braci.

 

Modlitwa nasza musi być spojrzeniem

Wiele naszych modlitw nie odnosi skutku; być może dzieje się tak dlatego, że zapominamy wpatrywać się wewnętrznym wzrokiem w Boskiego Rozmówcę. Modlitwy nasze wówczas błądzą w próżni i giną w zgiełku nudnego odmawiania pacierzy. Głębokie wpatrzenie się w Boga, stanowi często najwymowniejszą modlitwę. Ileż uczucia można bowiem zamknąć w spojrzeniu pełnym wiary, nadziei i miłości. To spotkanie się dwóch spojrzeń – Chrystusowego i naszego jest najskuteczniejszą rozmową, która przenika aż do głębi jestestwa i która powoduje ożywioną wymianę wszystkiego co jest ludzkie – na wszystko co jest Boże i odwrotnie.

„O admirabile  commercium!”- Ja Go widzę i On mnie widzi. Zdanie to – wypowiedziane przez wieśniaka z Ars – będzie zawsze w swej prostocie, najprawdziwszym wyrazem modlitwy.

 

Modlitwa nasza musi być wołaniem

„Modlitwa doskonała – powiedział Bóg do św. Katarzyny Sieneńskiej – nie polega na mnóstwie słów, ale na gorącości pragnienia, które unosi duszę ku mnie”. Jak możemy wymagać, by Bóg wysłuchiwał naszych próśb, gdy w gruncie rzeczy nie odczuwamy tak bardzo tego pragnienia? Jeżeli tyle naszych modlitw pozostaje bez efektu, to tylko dlatego, że nie są one gorącym wołaniem, wypływającym z głębi naszego serca.

„Nasze modlitwy – mówi Angelo de Foligno – muszą być wewnętrznym wołaniem, okrzykiem silnym i potężnym, który siłą wydzierałby łaski z serca Ojca Niebieskiego”. „Violenti rapiunt illud”. Gdybyśmy z większą gwałtownością wołali, wołania te miałyby bez wątpienia większą skuteczność. Gdyby wiara nasza była choć tak wielka, jak ziarnko gorczyczne – potrafilibyśmy przenosić góry.

Modlitwa nasza musi być żądaniem

W modlitwach naszych jesteśmy zbyt nieśmiali. „Quid timidi estis?” M. Dupont, święty człowiek z Tours, dobrze zrozumiał, jaka modlitwa podoba się Bogu. „Gdy prosicie o coś Boga, nie róbcie tylu wstępów; powiedzcie Mu po prostu, co pragniecie uzyskać, idźcie prosto do celu, pokażcie, że nie ustąpicie, ponawiajcie wasze żądania, a na pewno uzyskacie to, o co prosicie”.

Na pewno podniosą się głosy – „jakim prawem możemy żądać cokolwiek od Boga”.  po prostu, na zasadzie prawa, które posiada każda nędza nad Sercem Tego, który jest Miłosierdziem. Na zasadzie prawa ufności nad sercem Tego, który jest Dobrocią i Wszechmocą. Na zasadzie prawa każdej istoty kochanej, nad sercem Bytu nieskończenie miłującego.

Ale w zamian i Bóg ma prawo wymagać wiele od nas. W tym właśnie tkwi jedna z korzyści, płynących z modlitwy odpowiednio pojętej. A taka modlitwa zakłada, że niczego nie odmówimy Zbawcy i to jest znów jednym z najlepszych sposobów zrealizowania naszego kapłaństwa. „O Panie, oddałem Ci sumarycznie wszystko. Teraz gotów jestem również, oddać Ci jeszcze raz – po kolei – każdą rzecz z osobna. Pragnę powiedzieć „tak”, na wszystkie Twe żądania. Ale, o Panie, proszę Cię w zamian, byś nie odmawiał mi łask, o które błagać będę Twoją nieskończoną Dobroć dla dusz, powierzonych mej pieczy.”